sobota, 26 grudnia 2015

1. To, co pozostało

Zamknęłam oczy i pomyślałam o miejscu, w którym chciałam się znaleźć. Wszystko wokół mnie nagle zawirowało, a moje ciało zamieniło się w biały dym, który poszybował wysoko w niebo. Nie miałam żadnej kontroli nad tym, co działo się wokół. Wszystko, co mijałam, było tylko chwilą, ulice zlewały się ze sobą, ludzkie twarze wyglądały bez wyrazu, budynki były rozmazane. Wszystko widziałam jak za mgłą, gdy bezwolnie niesiona byłam nad budynkami szarego, pochmurnego miasta, które zwało się Londyn. Żwawo wpłynęłam do Ministerstwa Magii, minęłam kominki, które zwykle jarzyły się zielonym światłem i czym prędzej  skierowałam się do Departamentu Tajemnic, gdzie na dobre rozgorzała walka, a pomieszczenie rozświetlane było raz po raz rzucanymi urokami. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach spalenizny, a pokój tonął w niebezpiecznym świetle. 
Stanęłam na nogach i dym opadł niczym kurtyna. Dostrzegłam kilku Śmierciożerców w maskach i Lucjusza Malfoya, który walczył z Syriuszem Blackiem. Prędko chwyciłam swoją różdżkę zza kurtki i pomyślałam o zaklęciu „Petrificus totalus”. Błysnęło niebieskie światło i śmierciożerca za Łapą padł bez ruchu na brudną posadzkę. Syriusz zszokowany spojrzał za siebie, jakby nie dowierzając, że tak dziecinnie dał się podejść. Malfoy, wykorzystując chwilę zdezorientowania przeciwnika, zamachnął się długą, czarną różdżką, chcąc rzucić urok. 
- Everte statum! – krzyknęłam i w tym samym momencie zaklęcie ugodziło w pierś Lucjusza, wyrzucając go w powietrze, a jego długie, platynowe włosy rozwiała siła uderzenia. Dostrzegłam jeszcze, jak nieprzytomny osunął się na ziemię, zanim Syriusz podbiegł do mnie. Położył mi wielką dłoń na ramieniu, a na czole dostrzegłam krople potu, jego pierś poruszała się rytmicznie, próbując dostarczyć więcej powietrza do zmęczonych płuc. Jego szare oczy wpatrywały się we mnie bacznie i coś powiedział, a ja pokiwałam głową, patrząc na głaz, za którym skrywali się uczniowie Hogwartu. Uśmiechnęłam się do niego, jakby nie zdając sobie sprawy z miejsca, w którym się znajdujemy. Jego długie, czarne włosy opadły mu na oczy, gdy potrząsnął głową niczym pies. 
Łapa wykrzywił usta w uśmiechu tak charakterystycznym dla niego i w jednym momencie odsunął się, a jego szare, przyjazne oczy spojrzały beznamiętnie na punkt w oddali. Pobladł, chwiejąc się na drżących nogach. Patrzyłam na niego zdezorientowanym wzrokiem, opuszczając ręce. Jak w zwolnionym tempie widziałam, jak małe westchnienie uciekło z jego sinych ust i przechylił się w stronę wielkiego łuku, na którym zawieszona była biała, utkana z jedwabiu zasłona. Syriusz, nie wydając już z siebie żadnego dźwięku, bezszelestnie oddał się płachcie, znikając za nią, a jej kolor zmienił się w głęboką czerń. Powiewała niczym maszt pirackiego statku - przerażająca, choć piękna jednocześnie. Stałam bez ruchu kilka sekund, a dźwięki i kolory wokół mnie przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Wpatrywałam się jak zaczarowana w materiał i zdołałam ujrzeć kilka wgnieceń, które mocno odznaczały się na tle aksamitnej zasłony, burząc jej idealną strukturę. Z boku ujrzałam Remusa, który krzycząc coś, podbiegł i chwytając mnie silnie w pasie, zaczął ciągnąć bok, z dala od piękna, które jaśniało mi przed oczyma.
- Syriusz jest za nią - powiedziałam, uparcie próbując wyrwać się ze stalowego uścisku. Trzymał mnie mocno, a jego ramiona naznaczone wieloma bliznami gniotły mnie i ściskały mi żebra. W końcu jakieś zaklęcie zdezorientowało Remusa i nieświadomie puścił mnie, a ja rzuciłam się w stronę łuku i chciałam ujrzeć Syriusza, który przytuliłby mnie, a całe zło zniknęłoby jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki.
Ale nie zrobił tego.
W następnej chwili pośród krzyków i szlochu którejś z dziewcząt usłyszałam swój przeraźliwy wrzask, a łzy momentalnie zalały mi oczy. Moje serce zabolało mnie, jakby ktoś wbił w nie stalowy kołek i przekręcając go kilka razy, wyciągnął go razem z narządem. Nie było go tam. Ani nigdzie indziej. Padłam na kolana i krzyknęłam, patrząc w stronę zasłony.   Szloch jakby sam wyrwał mi się z gardła i zaczęłam się potwornie trząść, wbijając wzrok w Zasłonę Śmierci. Oddaj mi go, oddaj mi go.



- Wracaj do nas - szepnęłam drżąco i zakołysałam się. Gdzieś w oddali nadal słyszałam odgłosy walki. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na chłopaka w okularach z widoczną blizną w kształcie błyskawicy na brudnym czole. Obok niego błysnęła Avada, mijając go o włos. On jakby nie zwracając na nic uwagi, patrzył na Zasłonę z bólem tak wielkim, że aż miałam ochotę do niego podbiec i pocieszyć lub płakać po prostu z nim. Zerknął zaraz na mnie i nasze spojrzenia skrzyżowały się. Utrzymaliśmy kontakt wzrokowy przez chwilę, a potem usłyszałam Bellatriks, która zanosiła się szaleńczym śmiechem, patrząc wyzywająco prosto na mnie. Przejechała palcem po szyi i zrobiła teatralną, smutną minę. W następnej chwili końcówki jej kręconych włosów zniknęły za rogiem. Moja warga zatrzęsła się i kilka następnych łez spłynęło po moich policzkach, spadając na posadzkę.
- Zabiłam Syriusza Blacka! Zdrajca nie żyje! 
W jednym momencie krew się we mnie zagotowała i cała rozpacz zamieniła się w potworny gniew. Chwyciłam różdżkę i wstałam, rzucając się w wir walczących. Tonks chyba mnie wołała, ale nie zwróciłam na to uwagi. Popchnęłam kogoś i o mało nie przewróciłam się o jego ciało. 
- Zabiłam Syriusza Blacka! - wrzasnęła Lestrange, śmiejąc się do rozpuku. Jej czarna suknia powiewała za nią, a włosy podnosiły się z każdym ruchem, który wykonywała. Odwracała się co chwilę, rzucając czarnomagiczne uroki w moją stronę, które zręcznie blokowałam. 
Wbiegłam za nią do holu, a zaklęcie rzucone zza mnie powaliło ją na ziemię. Odwróciłam się szybko i dostrzegłam wściekłego Pottera, który minął mnie, nie rzucając mi żadnego spojrzenia. 
- No zrób to, chcesz tego - szepnął głos i rozejrzałam się natychmiast, nie dostrzegając nikogo. Spojrzałam na Harry'ego, który ciągle stał z wymierzoną bronią. Podniosłam różdżkę na Bellatriks, która uśmiechnęła się szyderczo, patrząc mi prosto w oczy. Chcę tego, pomyślałam i przygotowałam się do rzucenia paskudnego zaklęcia niewybaczalnego. 
- Syriusz traktował cię jak córkę - szepnęła, podnosząc się lekko. Opuściłam różdżkę, patrząc na nią w ciszy. - A ty go zabiłaś. 
- To nieprawda - odpowiedziałam, nie chcąc wierzyć w jej horrendalne słowa. Kłamała. Zawsze to robiła, to Śmierciożerca. Oni kłamią. 
Bellatriks spojrzała tylko na mnie z kpiną i zerknęła na Mroczny Znak wijący się na jej przedramieniu.
- Zabiłaś go. Zabiłaś. Zabiłaś Syriusza Blacka! - wrzasnęła, raniąc moje uszy. Zasłoniłam je i pokręciłam głową. 
- Gdyby nie ty, on by jeszcze żył - wyszeptała, przeciągając głoski, które zamieniały się w syk. - Zabiłaś go. 
Zabiłam Syriusza Blacka. 



Obudziłam się z krzykiem i usiadłam, nerwowo rozglądając się po pokoju. Odgarnęłam przylepione włosy z czoła i próbowałam unormować oddech, który był w tamtej chwili nieludzko szybki. Przetarłam oczy i poczułam wilgoć na dłoniach, które szybko wytarłam o niebieski koc. Wstałam ze skrzypiącego łóżka i podchodząc do okna, odsłoniłam wypłowiałe zasłony, rzucając okiem na Grimmuald Place. Była noc, słońce potrzebowało jeszcze kilku godzin do wschodu, a szare chmury zasłoniły wszelkie gwiazdy. 
Obok sąsiedniego domu udało mi się dostrzec kota, który przeskoczył przez niski płotek i skrył się za krzakami. Latarnia świeciła nienaturalnie jasno, co jakiś czas migając przerywanym światłem. Na dworze nie było żywej duszy. Otworzyłam okno i nabrałam świeżego, nocnego powietrza, które miało niebywałe właściwości, do drżących płuc. Zaraz je zamknęłam, czując zimne powiewy wiatru na nagiej skórze.
Zeszłam na dół, starając się nikogo nie obudzić. Schody trzeszczały niemiłosiernie, prosząc o remont. Cały dom potrzebował go, to było bardziej niż pewne. Tapeta dużymi płachtami odchodziła od ściany, na której wisiały obrazy zmarłych członków rodu Blacków. Panele były wyszczerbione, gdzieniegdzie odkrywając dziury w podłodze. Przeszłam przez przedpokój i skierowałam się do kuchni, która była pusta. Jedynie późną nocą nie było tam nikogo, za dnia zamieniała się królestwo Molly, która bez wysiłku tworzyła cuda przy kuchence za pomocą magii. Fred i George doprowadzali ją do szewskiej pasji, dzięki czemu pomieszczenie wypełniało się gromkim śmiechem. Teraz nikogo nie było, a ciemność była niemal namacalna. Cisza zanadto przytłaczała.
- Lumos - szepnęłam, a z końca mojej różdżki błysnęło światło, rozświetlając cienie. Podeszłam do szafki i wyjęłam Eliksir Słodkiego Snu. 
- Znowu cię tu widzę - odezwał się głos gdzieś za mną. Nastawiłam wodę i wrzuciłam torebkę herbaty do kubka z motywem świątecznym. Był uroczy.
- Nie mogę ostatnio spać - odpowiedziałam i oparłam się plecami o blat, patrząc prosto w oczy Syriusza Blacka. Nic się nie zmienił -  z roztrzepanymi, długimi włosami i powalającym uśmiechem siedział w czerwonym fotelu z zarzuconymi nogami na oparciu.
- Przestań żyć przeszłością, Evie. - Podszedł do ramy obrazu i spojrzał na mnie badawczo. - Dlaczego nie możesz się z tym pogodzić?
Odwróciłam wzrok i słysząc gwizd czajnika, zalałam herbatę. Nasypałam dwie łyżeczki cukru i zamieszałam, dolewając przy okazji kilka kropel eliksiru. 
- Nie ze wszystkim można się pogodzić - szepnęłam w ciszę i wyszłam, odprowadzana smutnym spojrzeniem Syriusza. 

sobota, 19 grudnia 2015

Prolog

Wszystko w moim życiu działo się szybko i niespodziewanie. Wir zdarzeń porywał mnie, a ja stale poddawałam się. Nie próbowałam zrozumieć. Jednak widziałam spojrzenia moich rodziców, którzy kochali siebie mocno i trwale. Ich oczy wyrażały więcej niż którekolwiek słowa mogące wypłynąć z ich ust. Nie mówili nic.
Nie mogłam wiedzieć, że los i tym razem okaże się dla mnie zwodniczy. Prowadząc mnie z zamkniętymi oczami, pokazywał mi wszystko, czego podświadomie mi brakowało. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że jedna podjęta decyzja zmieni wszystko, co znałam. Nie mogłam wiedzieć, że będzie tym, który był mi przeznaczony.
A jednak przeznaczenie zaprowadziło mnie do miejsca, gdzie wszystko się stało. Tam, gdzie odnalazłam prawdziwą siebie. Wtedy zrozumiałam. Zrozumiałam spojrzenie swoich rodziców. Tak samo patrzył na mnie on. I ja na niego.

Nie powinnam była, ale się zakochałam.

Mocno, bez pamięci, tracąc oddech przy każdym pocałunku, którym przekazywał mi całą miłość, do której nie miał pojęcia, że jest zdolny. Zmieniłam go. Tak samo, jak on zmienił mnie.
Był najgorszym możliwym wyborem. Nie powinnam poznać, że miłość jest najsilniejszym uczuciem, którym możemy siebie obdarzyć.

Ale nie żałuję.